Blog wycieczkowy Jasona

 


Suchoraba

2015-06-25

Kupiłem nową szosówkę i nie mam kiedy nią jeździć, więc mimo ogólnego zmęczenia i w zasadzie braku większych chęci na rower postanowiłem się jednak przejechać.

Stwierdziłem, że nie będę się jakoś zarzynał i walczył na segmentach, w zasadzie pewnie pojechałbym do Puszczy, ale potem pomyślałem sobie, że przecież już dziś tamtędy jechałem, a dłuższą trasę np. nad Czarny Staw jest już za późno, więc w końcu postanowiłem wybrać się na pagórkowatą trasę prowadzą na "dach" Gminy Niepołomice czyli pod cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej w Suchorabie leżący na wysokości 301 m npm.

Na początek dojazd do Staniątek dość wolnym tempem, potem spacer przejściem pod torami - już tamtędy nie jeżdżę ponieważ przejście podziemne powoli zamienia się w śmietnik na którym jest niestety sporo potłuczonego szkła. Segment Staniątki Górne całkowicie odpuszczam, zresztą w tej chwili raczej trudno jest się tu ścigać, na samym początku droga została przekopana i tymczasowo zasypana grubymi kamieniami, więc szybki start pod górę jest niemożliwy. Potem zjazd i odbicie na Zagórze, na segmencie w stronę Zagórza tym razem postanowiłem przycisnąć i wykręciłem czas 0:54,0 (poprawa o 12 s) średnia 28,43 km/h tylko 0,2 s zabrakło mi do wskoczenia na 2 miejsce na tym segmencie.

Potem zjazd, przejazd przez Zagórze, kawałek drogą 94 i rozpocząłem podjazd pod cmentarz wojenny w Suchorabie. To jedna z trudniejszy górek w okolicy, co prawda średnie nachylenie na 1,5 km to tylko 4,5%, ale po pierwszej łatwiejszej części podjazdu następuję dość solidna ścianka z nachyleniem miejscami 10-11%. Ta górka była zawsze jednym z pierwszych testów dla zakupionych przeze mnie szosówek, więc i Trek musiał przejść swój test.

Pierwszą, łatwiejszą część podjazdu jechałem bez specjalnej napinki, ale po skręcie w prawo w kierunku cmentarza wojennego - na tym trudniejszym odcinku starałem się kręcić już dość mocno. Dwa kolejne zakręty na których stromizna jest największa dały mi mocno w kość, potem podjazd niby trochę popuszcza, ale zmęczenie wcześniejszym odcinkiem robi swoje i trudno już przyspieszyć. Do cmentarza wojennego, przy którym podjazd się kończy dojechałem naprawdę mocno zmęczony. Porobiłem kilka fotek i ruszyłem dalej.

Zjazd do drogi nr 94, niestety nie był za szybki bo asfalt jest w kiepskim stanie, tą drogą prowadzi druga wersja podjazdu na "dach" naszej gminy, początek tej wersji podjazdu jest łatwiejszy, ale potem końcowa ścianka ma stromizny nawet rzędu 14%. Następnie kawałek przejechałem drogą 94 i skręciłem na Słomiróg, następnie zjazd do Zakrzowa i postanowiłem odbić w lewo i przejechać jeszcze przez Podłęże. Bocznymi drogami dojechałem do torów kolejowych w Podłężu i po ich przekroczenie kładką pieszą, chciałem pojechać na Podgrabie, niestety ulica Grabska przestała istnieć, nie ma asfaltu tylko wielka dziura w ziemi. Musiałem, więc z powrotem przespacerować się po torach i ruszyłem w kierunku Niepołomic, po chwili nie było już innego wyjścia jak jechać główną drogą. Ponieważ opcje są dwie, postanowiłem wybrać obwodnicę miasta z myślą, że na koniec podjadę sobie jeszcze pod kopiec.

Na prostej drodze postanowiłem zrobić mały test na maksymalną kadencje jaką jestem wstanie obrócić korbami. Rano jak jechałem do pracy to na małej górce pod Wodociągami zakręciłem 134 obroty (na Peugeocie) ale mimo zjazdu chyba miałem wrzucone za twarde przełożenie, bo miałem opór pod pedałami. Teraz wrzuciłem bardzo miękki obrót i jazda, udało mi się dokręcić do 158 obrotów - prędkość mimo dużej zębatki z tyłu doszła prawie do 39 km/h no ale oczywiście długo tak nie wytrzymałem. 

Tydzień temu jak podjeżdżałem po raz pierwszy na kopiec na Treku to wrzuciłem za miękkie przełożenie i mimo dobrej jazdy do rekordu zabrakło, dziś postanowiłem więc wkręcić na twardszym przełożeniu. Niestety coś dziś nie miałem szczęścia, na dojeździe do ronda zrobił się lekki korek, trochę musiałem wyhamować, potem przy skręcie na ul. Grunwaldzką musiałem puścić samochód i w rezultacie na segment wpadłem z twardym przełożeniem na zbyt niskiej prędkości. Wstałem co prawda na pedały i docisnąłem ile się, ale i tak na liczniku było ledwo 31 km/h, gdy zobaczyłem, że nic z tego nie będzie to postanowiłem popuścić i już wolniutko dojechałem sobie do szczytu.

Dziś mimo iż moja forma była raczej kiepska, to jechało mi się całkiem nieźle. Coraz lepiej czuję się na Treku, rower dość łatwo pozwala mi na utrzymanie wysokiej kadencji do tego dość łatwo mogę w razie czego wstać na pedały. Oczywiście mocnego tempa na podjeździe nie jest wstanie za długo wytrzymać, ale to już problem organizmu a nie roweru. Kilka dni temu byłem u Krzyśka i porównywałem Treka z moim starym Lapierrem. Od razu widać, że Trek jest dłuższy, ale jest jakby niżej zawieszony i w rezultacie kierownica jest niżej, mimo iż przecież obróciłem mostek do góry. Widać inną geometrię roweru, do której będę musiał się powoli przyzwyczajać.


Galeria zdjęć


Statystyki aktywności
  • Dystans: 23.25 km
  • Czas: 0:50:33
  • Vavg: 27.6 km/h
  • Vmax: 56.24 km/h
  • Tętno śr.: 144 (78%)
  • Tętno maks.: 175 (94%)
  • Przewyższenia: 199 m
  • Kadencja: 87
  • Kalorie: 555 kcal
  • Sprzęt: Trek 1200 SL