Blog wycieczkowy Jasona

 


Częstochowa z PTTK - 2012 - dz. 2

2012-07-27

Częstochowa z PTTK - 2012 - dz. 2

Krzywopłoty - Ryczów - Podzamcze - Zawiercie Bzów - Kromołów - Włodowice - Kotowice - Mirów - Łutowiec - Moczydło - Trzebniów - Ludwinów - Złoty Potok - Siedlec - Zrębiec - Przymiłowice - Turów - Małusy Małe - Srocko - Częstochowa Mirów - Częstochowa Jasna Góra

 

Na trasie Krzywpłoty - Częstochowa:
dystans: 86,41 km; czas: 4:30:50; średnia: 19,14 km/h; max: 53,91 km/h; przewyższenia: 814 m.

Drugiego dnia pobudka z samego rana o 6:00, o godzinie 7:00 wszyscy już stali przed ośrodkiem i zapinali sakwy na rower. Moje sakwy crosso montuje się w minutę, ale innym uczestnikom ekipy zajęło to trochę dłużej, więc dopiero około 7:15 ruszyliśmy na trasę. Na początek dość ciężki odcinek po szutrze i to jeszcze pod górę Rowerowym Szlakiem Orlich Gniazd w kierunku Ryczowa. Do jazdy nie zachęcała też pogoda, było co prawda w miarę ciepło, ale chmury zasłaniały całe niebo i znowu zalegała mgła. Po pokonaniu odcinka szutrowego dalej już asfaltem przez Złożeniec dojechaliśmy do Ryczowa. Nie jechało mi się najlepiej, więc na podjeździe postanowiłem się rozgrzać, razem z Edmundem podjechałem pod górę w Ryczowie, potem skręciliśmy w prawo na Ogrodzeniec i znowu pod górę. Na skrzyżowaniu z drogą na Podzamcze poczekaliśmy na resztę ekipy i już razem wjechaliśmy na plac pod zamkiem. Było około 8:20, ale na szczęście knajpy już się otwierały, więc członkowie wycieczki wstąpili na kawę, a ja pojechałem sobie pod zamek. O tej godzinie nie było jeszcze obsługi zamku, więc na plac zamkowy mogłem wejść za darmo, porobiłem więc kilka fotek, podszedłem też pod powstały niedawno park miniatur, gdzie można obejrzeć jak kiedyś wyglądały warownie jurajskie. Niestety park też był jeszcze zamknięty, a szkoda bo mimo iż cena biletu - 14 zł, jest dość wysoka to chęcią bym sobie zamki obejrzał. Przerwa na Podzamczu trwała dłuższą chwilę podczas której na niebie zaczęło pojawiać się słońce..

Około 9:15 ruszyliśmy dalej szlakiem przez pola w kierunku Zawiercia, po drodze napotkaliśmy bardzo malownicze pola słoneczników, które bardzo ładnie zwracały się w kierunku słońca. Tą szutrową drogą dojechaliśmy do Bzowa chyba dzielnicy Zawiercia i dalej pojechaliśmy już asfaltem na Kromołów, ja z Edmundem przodem, reszta kawałek za nami. Dojechaliśmy do Kromołowa i ruszyliśmy dalej do Włodowic, gdzie zrobiliśmy sobie mały postój, na liczniku mieliśmy dopiero 30 km, więc postanowiliśmy przyspieszyć. Odcinek przez Kotowice do Mirowa pokonaliśmy ekspresem razem z Edmundem, zrobiliśmy krótki postój pod zamkiem i po kilku minutach już z całą ekipą ruszyliśmy dalej. Adam wybrał drogę szlakiem zamków na Łutowiec, okazało się, że droga przez las jest pięknie wyasfaltowana, więc już po chwili byliśmy na miejscu. Zrobiłem fotkę skałki, gdzie kiedyś mieściła się strażnica i ruszyliśmy dalej. Dojechaliśmy do drogi na Żarki i na wprost zobaczyliśmy prowadzącą w las, wysypaną żwirkiem ścieżkę rowerową, postanowiliśmy z niej skorzystać i po kilku minutach byliśmy w Moczydłach robiąc niewątpliwie bardzo ładny skrót. Z Moczydła skierowaliśmy się na Trzebniów, przed rokiem z wybrałem skrót Drogą Siedlecką i do dziś tego żałuję, na szczęście Adam znał inną drogę, trochę dłuższą ale za to o wiele bardziej komfortową i dzięki temu przejazdowi już po chwili byliśmy w Złotym Potoku. Był plan, żeby wstąpić tam na obiad, ale była dopiero 11:30, więc ruszyliśmy dalej. Przejechaliśmy przez Siedlec i brzegiem Pustyni Siedleckiej dojechaliśmy do Krasawy gdzie pod wiatą dla turystów zrobiliśmy dłuższy postój na drugie śniadanie.

Po przerwie ruszyliśmy dalej na Zrębice i potem Ciecierzyn, dojechaliśmy do drogi głównej nr 46 na Olsztyn i Częstochowę, przejechaliśmy nią kawałek i skręciliśmy w prawo Turów, następnie szutrowym szlakiem rowerowym dojechaliśmy do Małusów Małych, gdzie skręciliśmy na drogę do Częstochowy. Na znaku widniała informacja, że do celu pozostało nam 13 km, Adam miał plan wjechać do Częstochowy drogą z osiedla Mirów, która prowadzi wprost na Aleję NMP i na Jasną Górę, odbiliśmy więc w prawo w Srocku, następnie w lewo i piękną drogą przez las wjechaliśmy właśnie na osiedle Mirów. Ostatni odcinek to droga pod górę i na sam koniec zjazd w kierunku centrum Częstochowy, razem z Edmundem odjechaliśmy trochę do przodu, więc na resztę ekipy poczekaliśmy na Starym Rynku. Już wszyscy razem przejechaliśmy rozkopanymi alejami pod klasztor, gdzie z dumą można było odtrąbić osiągniecie celu, była godzina 14:30. Zrobiliśmy obowiązkową sesję i po kilku minutach ruszyliśmy na drugą stronę placu klasztornego, gdzie na campingu Oleńka załatwiony był nocleg. Po zostawieniu rzeczy w domku, pojechaliśmy na obiad, potem do sklepu i wróciliśmy na camping. Ja jeszcze się wykąpałem i około 17:30 pożegnałem resztę uczestników wyprawy, przed którymi jeszcze 2 dniowy powrót, i już sam pojechałem na dworzec Częstochowa Osobowa. Kupiłem bilet i o godzinie 19:00 wsiadłem do pociągu, przedziału dla rowerów nie było, ale w ostatnim wagonie było miejsce dla pasażerów z dużym bagażem gdzie bez problemów ulokowałem się wraz z rowerem. To właśnie tu miała zakończyć się moja rowerowa wyprawa - ale jak się okazało tak nie było.

Pociąg przyjechał do Krakowa o godzinie 21:17, miał po mnie przyjechać kolega, ale miał robotę, więc samochód czekał na mnie na Rybitwach, musiałem więc dojechać tam rowerem. W nocy przejechałem sobie przez miasto, pokonałem prawie 13 km zanim tuż przed 22 dojechałem na miejsce. Dzięki temu dodatkowemu dystansowi drugi dzień z rzędu przekroczyłem 100 kilometrów.

Czas na podsumowania, wyprawa fajna choć pokonywanie tak dużej ilości kilometrów, wiąże się niestety z koniecznością opuszczania wielu ciekawych turystycznie miejsc po drodze. Celem wycieczki nie było w zasadzie zwiedzanie po drodze, ale dojechania do Częstochowy i z powrotem. Droga powrotna ma być inna i prowadzić przez Ojcowski Park Narodowy, ale w sumie też ma wynieść około 200 km. Ja w ciągu tych dwóch dni pokonałem łącznie 227,19 km w czasie 12:42:19, z czego trasa to jakieś 203 km, a reszta to 3 km w Krzywopłotach pod pomnik legionistów, 13 km na Rybitwy i kilka kilometrów jazdy po Częstochowie na camping, na obiad i do sklepu a później na dworzec. Moje tempo to 17,55 km/h dnia pierwszego i 19,14 km (do klasztoru w Częstochowie) dnia drugiego, jechało mi się bardzo dobrze, szczególnie pierwszego dnia. Drugiego dnia czułem trochę zmęczenie, szczególnie na początku, potem już było lepiej. Byłem najmłodszym i chyba najmocniejszym członkiem ekipy:) choć jestem pełen uznania dla pozostałych członków ekipy, szczególnie dla Pani Ani, która bez mrugnięcia pokonała trasę, startując w Bochni, a przecież dwa kolejne dni jeszcze przed nią. Powiem szczerze, że trochę żałuję, że nie wracałem na rowerze, bo jestem ciekaw jak mój organizm by się zachował pokonując dwa kolejne dni po sto kilka kilometrów, no ale może następnym razem.

Cała trasa Łapczyca - Częstochowa

Zobacz więcej >>>


Galeria zdjęć


Statystyki aktywności
  • Dystans: 106.69 km
  • Czas: 5:50:27
  • Vavg: 18.27 km/h
  • Sprzęt: Kross Grand Spin S