Blog wycieczkowy Jasona

 


Wyprawa do Wilna - Dzień 5

2011-07-29

Wyprawa do Wilna - Dzień 5

Wyprawa do Wilna - dzień 5 - odcinek Troki (pociąg) - Marcinkonys - Giby (Kukle)

Minusem rozwiązania z pociągiem była konieczność wczesnego wstania i podjechania kilku kilometrów na rowerach do stacji w Starych Trokach. Zerwaliśmy się z łóżek przed 5 o o 5:30 pedałowaliśmy już do Starych Trok - dystans przeszło 4 kilometrów pokonaliśmy w niecałe 20 minut. Po godzinie 6 wsiedliśmy do pociągu i przed 8 byliśmy już na miejscu w miejscowości Marcinkonys na granicach parku narodowego. Postój pod stacją trochę się przedłużył, ze względu na śniadanie, ale tuz przed 9 ruszyliśmy na Druskienniki. Droga przez park była bardzo przyjemna, piękny równiutki asfalt, dłuższe odcinki bez podjazdów i w rezultacie jechaliśmy bardzo szybko. Postój zrobiliśmy po 15 km, a kolejny odcinek około 18 km do Druskiennik pokonaliśmy już w ucieczce - ja, lider i Kuba. Przez pierwsze 8 km mocne tempo nadawał Kuba, później na czoło wyszedł lider, który jeszcze oczywiście przyspieszył i zaczął delikatnie odjeżdżać, przeskoczyłem, więc Kubę i siadłem na kolo liderowi a Kuba został z tylu. Janusz podkręcał tempo coraz mocniej a ja ciągle na kole, prędkość miedzy 32 a 38, pod koniec jechałem już resztkami sil, ale nie dałem się urwać:) Tak jadąc dojechaliśmy na przedmieścia Druskiennik gdzie postanowiliśmy poczekać na resztę. Po około 3 minutach przyjechał Kuba, po 7 Andrzej z Wojtkiem, a po 12 reszta peletonu, dalej już zdecydowanie wolniej dojechaliśmy do centrum Druskiennik.

W mieście zrobiliśmy około godzinną przerwę podczas, której przypomniałem sobie kilka miejsc z moich poprzednich odwiedzin w Druskiennikach - w 2005 byłem tu przez 8 dni na konferencji naukowej poświęconej samorządom. Po przerwie ruszyliśmy w stronę miejscowości Leipalingis, był to odcinek około 16 kilometrów, tuż za miastem na czoło wyszedł lider, który tym razem zerwał wszystkich już na pierwszym podjeździe. Ruszyłem za nim, ale od początku widziałem, że nie mam żadnych szans, liczyłem jeszcze na jazdę z Kubą, ale on co prawda wyskoczył przed peletonu ale został jakieś 400 metrów za mną, ruszyłem, więc dalej sam. Początkowo droga prowadziła przez las, ale po chwili wyszliśmy na otwarty teren, gdzie zderzyłem się z przeciwnym wiatrem, jechało mi się bardzo ciężko, lider znikł mi z oczu, Kuba jechał kilkaset metrów za mną, zastanawiałem się nawet czy na niego nie zaczekać, ale musiałbym strasznie zwolnić, więc postanowiłem jechać swoim tempem dalej. W ten sposób dojechaliśmy do ronda na którym, krzyżowały się drogi z Druskiennik, Wilna i Lazdijai. Lider przed rondem mocno zwolnił, więc ostatecznie straciłem do niego może z 30 sekund, mniej więcej tyle za mną przyjechał też Kuba, po kilku minutach dotarła reszta, najpierw Andrzej i Wojtek a potem pozostali. Po kolejnym kilometrze już spokojnej jazdy dotarliśmy do centrum miejscowości, gdzie w niepozornie wyglądającym barze zjedliśmy dobry i tani obiad.

Podczas obiadu zapadła decyzja, że do granicy jedziemy, trochę dłuższą, ale mniej ruchliwą droga przez miejscowość Kapciamiestis, samą granice mieliśmy przekroczyć leśnym przejściem przez które prowadziła droga szutrowa. Zaraz po starcie poszła ucieczka, tempo nadawał Kuba a za nim ja i oczywiście lider, odcinek kolejnych 18 km pokonaliśmy mocnym tempem i zatrzymaliśmy się dopiero przed Kapciamiestis, gdzie zaczekaliśmy na resztę, już razem dojechaliśmy do centrum miejscowości, gdzie zobaczyliśmy, że do Bereźnik znajdujących się już po stronie polskiej pozostało jedynie 18 km.

W Kapciamiestis zrobiliśmy, więc przerwę, wydaliśmy resztę litów i ruszyliśmy do granicy. Po starcie wyszedłem na czoło i na pierwszym podjeździe urwałem, cały peleton na moim kole został tylko lider. Droga do granicy była bardzo ciężka i pagórkowata - cały czas góra dól. Początkowo jechałem dość mocno, ale po chwili ciągle interwały mnie zmęczyły i zwolniłem, po jakiś 8 km dojechaliśmy do odcinka szutrowego. Na początek stromy zjazd, na którym o mały włos bym leżał - chciałem się rozpędzić przed podjazdem, a tu piasek i niekontrolowany poślizg - jakoś się na szczęście uratowałem i ruszyłem pod stromy podjazd. Kręcę sobie pod górę, patrzę a tu lider ma kłopoty - wąskie koła i brak lekkich przełożeń, ale za to Andrzej zaczął nas ostro gonić. Mimo kłopotów z jazdą po kamieniach przyspieszam i rozpoczynam wyścig do granicy - wysiłek się opłaca i na kresce jestem pierwszy:) za mną Janusz i Andrzej po kilku minutach pojawia się Kuba, który na szutrowym zjeździe pogubił bagaże przez co stracił szanse na medalowe miejsce:) Po kilku minutach przyjeżdżają pozostali, robimy pamiątkowe zdjęcie na granicy i ruszamy dalej. Po polskiej stronie mamy jeszcze kilka kilometrów szutru. Na tym odcinku mam małą awarie, odpina mi się guma ściągająca sakwy i wkręca się w koło, na szczęście nic się nie uszkodziło i po usunięciu zniszczonej gumy jadę dalej. Szuter kończy się w Bereźnikach, skąd do miejscowości Kukle gdzie mamy zarezerwowany nocleg jest już tylko parę kilometrów. Na miejscu jesteśmy około godziny 16:30.

Nasza kwatera to ładny ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem Pomorze, zajmujemy cały domek letniskowy, bez specjalnych wygód, ale całkiem przyzwoity. Wieczorem jedziemy jeszcze do sklepu i na moim liczniku pojawia się 100 km pokonane w ciągu dnia. Tak naprawdę pokonaliśmy przeszło 105 kilometrów licząc z dojazdem z Trok do Starych Trok na pociąg, czas jazdy to 4:17 i bardzo wysoka średnia 24,5 km/h. Był to pierwszy dzień naszej wyprawy podczas którego nie padało, ostatnie 40 kilometrów pokonaliśmy nawet przy ładnej i słonecznej pogodzie.

Zdjęcia nie podpisane moim znakiem wodnym, znajdujące się na końcu galerii są autorstwa Andrzeja.

Zobacz więcej >>>


Trasa rowerowa 1153383 - powered by Bikemap 

Galeria zdjęć


Statystyki aktywności
  • Dystans: 105.55 km
  • Czas: 4:17:25
  • Vavg: 24.6 km/h
  • Vmax: 42.90 km/h
  • Przewyższenia: 375 m
  • Temperatura: 20 ºC
  • Sprzęt: Kross Grand Spin S