Blog wycieczkowy Jasona

 


Wycieczka do Częstochowy - dzień 3

2011-08-13

Wycieczka do Częstochowy - dzień 3

Na trzeci dzień naszej wyprawy prognozy, były mało optymistyczne - na popołudnie zapowiadano deszcz i burzę, więc w drogę ruszyliśmy około 8:00. Na początek podjazd do Niegowej, później przez Moczydło i Trzebniów, gdzie zdecydowaliśmy się na skrót szlakiem - tzw. drogą siedlecką. Mimo iż odcinek ten miał zaledwie 3 km długości to okazał się najtrudniejszym podczas naszej wyprawy. Pierwsze 1,5 km to podjazd piaszczystą drogą na której w wielu momentach musieliśmy pchać rowery, odcinek zjazdu był już przyjemniejszy, choć bez pchania po piasku niestety się nie obyło. To spowodowało, że gdy dojechaliśmy do drogi w pobliżu, której znajdowały się pozostałości zamku - wartowni Ostrężnik, to zdecydowaliśmy się go nie zwiedzać tylko jechać dalej.

Szosą 793 w kierunku Złotego Potoku przejechaliśmy jakieś 2 km i następnie skręciliśmy w lewo na Siedlec. Odcinek do Siedlca był dość przyjemny, droga co prawda nie najlepsza prowadziła jednak przez las, nie było większych podjazdów, więc można było odpocząć po trudach drogi siedleckiej. Z Siedlca, brzegiem Pustyni Siedleckiej pojechaliśmy do Zrębic, gdzie znajduję się zabytkowy drewniany kościół i dzwonnica - niestety pod kościołem remont drogi i placu, więc znowu sesja zdjęciowa się nie udała. Nadrobiliśmy to kilometr dalej nad stawkiem. Ze Zrębic do Olsztyna można jechać szlakiem przez las, ale po doświadczeniach z drogi siedleckiej pojechaliśmy asfaltem przez Biskupice. Wieś ta jest położona na pięknej widokowej przełęczy, ale dojazd tam wiązał się niestety ze sporym podjazdem. W nagrodę w stronę Olsztyna prowadziły już głównie zjazdy.

Pod ruinami zamku Olsztyn zrobiliśmy dłuższy postój połączony ze zwiedzaniem. Żeby wejść na plac trzeba kupić niestety bilet, ale warto to zrobić - widoki, ze wzgórza na którym położony jest zamek są przepiękne. W oddali widać Częstochowę i Jasną Górę - ten fakt napełnił nas sporym optymizmem. Wręcz odwrotnie działała na nas pogoda, która zaczęła się psuć. Po sesji fotograficznej w ruinach, ruszyliśmy, więc szybko dalej przez wioskę Kusięta dojechaliśmy na przedmieścia Częstochowy. Jednak od znaku Częstochowa do Jasnej Góry trzeba pokonać jeszcze dobre 10 km, zanim dojechaliśmy na Aleję Najświętszej Marii Panny (około godziny 14:00) na niebie zaczęły pojawiać się błyskawice - zaczęliśmy więc szybko szukać noclegu. Były z tym pewne problemy, więc po paru minutach zdołał nas dopaść deszcz. Ostatecznie znaleźliśmy pokój w odległym o 2 km od Jasnej Góry motelu na ulicy Krótkiej.

Deszcz niestety sprawił, że nie zrobiliśmy sobie zdjęcia z rowerami pod Jasną Górą, więc udaliśmy się do klasztoru dopiero wieczorem i to na piechotę. Wieczorem się w miarę wypogodziło, choć nie obyło się też bez przelotnego deszczyku, który nie przeszkodził nam jednak w zwiedzaniu Jasnej Góry. Po powrocie mocno zmęczeni, ale jednocześnie zadowoleni z sukcesu wyprawy położyliśmy się spać:)

Trzeciego dnia pokonaliśmy dystans 55 km ze średnią prędkością 14,5 km/h, w pionie podjechaliśmy 453 m. Cały dystans z Krakowa do Częstochowy - 183 km pokonaliśmy w czasie 12 godzin i 47 minut jazdy. Tempo może nie rekordowe, ale w końcu to była wycieczka a nie zawody, a dla mojej żony była to pierwsza tego typu wyprawa, więc myślę że poszło całkiem dobrze, szczególnie że dotarliśmy na miejsce bez kontuzji czy awarii sprzętu.

Zobacz więcej >>>


Galeria zdjęć


Statystyki aktywności
  • Dystans: 55.08 km
  • Czas: 3:38:04
  • Vavg: 15.15 km/h
  • Vmax: 44.93 km/h
  • Przewyższenia: 453 m
  • Temperatura: 22 ºC
  • Sprzęt: Kross Grand Spin S