Blog wycieczkowy Jasona

 


RSZOG Podzamcze - Częstochowa

2023-07-06

Drugiego dnia wyprawy po szlaku, wystartowałem przed 7 rano i na początek pojechałem oglądać zamek w Ogrodzieńcu. Pogoda zapowiadała się miarę dobra, więc postanowiłem w miarę wcześnie dojechać do Częstochowy, a następnie wyjechać w miasta i znaleźć miejsce na nocleg już na drodze powrotnej.

Na początek kilka szybkich fotek pod zamkiem w Ogrodzieńcu i ruszyłem szlakiem w kierunku Bzowa - dzielnicy Zawiercia, pamiętałem tą drogę jako ciekawą szutrówkę wśród pól, teraz jest tam asfalt, jedzie się niby lepiej, ale droga straciła trochę swój urok.

W Kromolowie, zrobiłem krótką przerwę u źródeł Warty i ruszyłem szlakiem na wzgórze Chełm i do Skarżyć. Trasa poprowadzona jest bardzo malowniczo, co prawda też asfaltowa, ale fajna. Z Chełmu zjazd pod Okiennik Wielki i do Skarżyc - wszystko asfalt. Podobnie jak kolejne kilometry pod zamek Bąkowiec w Morsku, widać wyraźnie, że te trasy zostały przygotowane pod taką rekreacyjną turystykę, trasy, które kiedyś były dość ciężko przejezdne są teraz asfaltowymi autostradami.

Na zamku w Morsku, zrobiłem krótką przerwę na kilka fotek i zacząłem zjeżdżać do Podlesic - tu się nic nie zmieniło :) dziurawa droga, a potem piaszczysta ścieżka, na szczęście po deszczu nie było tak ciężko. Po przejechaniu przez Podlesice, kawałek ścieżką wzdłuż drogi głównej i skręt w prawo ponownie na szlak. W tym miejscu szlak robi solidną pętlę do Bobolic, ja zawsze podjeżdżałem do Huciska i czarnym szlakiem zjeżdżałem do Bobolic, tym czasem szlak prowadzi wzdłuż torów kolejowych - w zasadzie się cofając, a potem przez Zdów prowadzi do Bobolic. Na moje oko, to dwa razy dalej, ale za to bez większych podjazdów.

Po szybkich fotkach pod zamkami w Bobolicach i potem w Mirowie, wjechałem na Gościniec Mirowski do Żarek - trasa znów specjalnie zbudowana pod rower, ścieżka w lesie zamieniła się ponownie w asfaltową autostradę, jechało się super, ale jak zacząłem się zbliżać do Żarek, to wiejący od rana wiatr, przywiał deszczowe chmury i zaczęło padać. Większy deszcz przeczekałem w Żarkach, a potem ruszyłem w kierunku Złotego Potoku.

To Ryczowa, znowu mamy asfalt przez las, a przez Złoty Potok fajne szutrówki, które zaprowadzą nas pod Staw Amerykanów. Niestety gdy dojechałem na miejsce, znowu dopadła mnie ulewa,  skorzystałem, więc z sytuacji i zrobiłem przerwę obiadową.

Po przerwie, przejechałem przez Złoty Potok i Aleją Klonów ruszyłem w kierunku Siedlca, tu już nie ma asfaltu, jedzie się dość ciężko, ale jest malowniczo. Dalej już dość standartowo Krasawa i Zrębice, ale potem szlak prowadzi ciekawą trasą prosto pod Zamek w Olsztynie. Ja zwykle jeździłem do Olsztyna przez Biskupice, ale jazda po szlaku oszczędza nam dość solidny podjazd, jest też niewątpliwie krócej.

W Olsztynie chwila przerwy i ruszyłem dalej za szlakiem, najpierw przez Kusięta by po chwili skręcić w las w kierunku Rezerwatu Zielona Góra, trasa przez las ładna, choć znowu mocno na około. Po kilkudziesięciu minutach dojechałem w końcu do znaku Częstochowa, ale do centrum było jeszcze około 9 km.  Ostatnie kilometry to jazda przez dzielnicę Mirów z tendencją w dół do centrum, niestety na tych ostatnich kilometrach dopadła mi ulewa i w rezultacie do centrum wjechałem cały przemoczony w strugach deszczu. Padało może 10-15 minut ale wystarczyło bym był cały mokry.

W Częstochowie na początek pojechałem pod Dworzec PKP bo tam właśnie kończy się lub zaczyna Rowerowy Szlak Orlich Gniazd, więc tam należało wycieczkę zakończyć. Co prawda to nie był jeszcze koniec jazdy na dzisiaj, ale o tym w następnymi wpisie :)

Podsumowując Rowerowy Szlak Orlich Gniazd muszę stwierdzić, że jest to dojść trudna i wymagająca trasa. Odcinek między Krakowem a Krzeszowicami jest trudny do przejechania gdy jest mokro. Potem robi się przyjemniej, nie mniej jednak trasa jest męcząca. Odcinek od Podzamcza do Częstochowy, jest dużo łatwiejszy do pokonania, jest sporo dróg przygotowanych specjalnie pod rowerzystów i jedzie się po nich zdecydowanie łatwiej. Szlak kluczy i niektóre odcinki dałoby się zdecydowanie skrócić - zgodnie z oznaczeniami szlaku do przejechania na całym szlaku jest 190 km, ja przejechałem ponad 200, ale licznik odpaliłem już na dworcu PKP w Krakowie. Szlak przejechałem praktycznie dokładnie po oznaczonej drodze, nie licząc trzech, krótkich odcinków przed Olkuszem o których wspomniałem w poprzednim wpisie, ale miejscami miałem ochotę pojechać inaczej, szczególnie, że dość dobrze znam okoliczne ścieżki. Wycieczka fajna, ale bardzo męcząca :)

Zobacz więcej >>>


Galeria zdjęć


Statystyki aktywności
  • Dystans: 91.41 km
  • Czas: 5:27:45
  • Vavg: 16.73 km/h
  • Vmax: 54.90 km/h
  • Przewyższenia: 862 m
  • Temperatura: 22 ºC
  • Kalorie: 2894 kcal
  • Sprzęt: Rockrider EXPL 540 29